"Z rozłamu dwu mórz"
Z rozłamu dwóch odpływających w przeciwległe nieboskłony
mórz,
z twoich oczu umarłych
ogromnie
- patrzę, aby mnie blaski odsłoniły od ziemi,
na zachód jak ocean otwarły -
ten łuk promieni wraca po lazurach do mnie.
Czy to dzianie się słońca, pochody zórz wiekopomnych,
pogromy obłoków
nazywałeś aniołami?
Aniołowie byli wtedy - jak dzisiaj - znikaniem.
Na jakim przestworzu odlatującym promieniami w ciemność
utwierdzę dzieło, najdalsze, co przetrwa!
Jestem chwilę
znikliwszą o wiek miniony przede mną,
szybszą o sto lat, co przebiegną po mnie.
Tu znaczy tylko czyn ostateczny: milczenie.
Tam rybacy rozpiętym żaglem odwracają Twoją tęczę,
zgasły promyk zakwilił wysoko:
mewa.
Nowi ludzie czerpią przestrzeń, napełniają ręce
daremnie.
No comments:
Post a Comment