Thursday, April 5, 2007

Melancholia

Pierwszy niesłoneczny dzień chyba od tygodnia. Taka pogoda zawsze wprawia mnie w dziwny nastrój. I jeszcze ten wiatr wdzierający się w każdy zakamarek, aż ma się wrażenie, że przebija się przez ściany i ochładza dom. Jeszcze wczoraj chciałam tu wpisać jeden z moich wierszy, ale ze względu na zmianę nastroju zacytuję jeden z moich ulubionych wierszy.

"Z rozłamu dwu mórz"

Z rozłamu dwóch odpływających w przeciwległe nieboskłony
mórz,
z twoich oczu umarłych
ogromnie
- patrzę, aby mnie blaski odsłoniły od ziemi,
na zachód jak ocean otwarły -
ten łuk promieni wraca po lazurach do mnie.

Czy to dzianie się słońca, pochody zórz wiekopomnych,
pogromy obłoków
nazywałeś aniołami?
Aniołowie byli wtedy - jak dzisiaj - znikaniem.

Na jakim przestworzu odlatującym promieniami w ciemność
utwierdzę dzieło, najdalsze, co przetrwa!
Jestem chwilę
znikliwszą o wiek miniony przede mną,
szybszą o sto lat, co przebiegną po mnie.

Tu znaczy tylko czyn ostateczny: milczenie.

Tam rybacy rozpiętym żaglem odwracają Twoją tęczę,
zgasły promyk zakwilił wysoko:
mewa.
Nowi ludzie czerpią przestrzeń, napełniają ręce
daremnie.

Julian Przyboś, 1937

No comments: